poniedziałek, 9 czerwca 2025

221B Baker Street

Sherlock Holmes to jedna z moich ulubionych postaci w historii. Jako, że skupiam się tutaj na filmach to nie opiszę tutaj mojego ukochanego serialu z Benedictem Cumberbatchem, a film z Robertem Downey Juniorem w roli głównej.

źródło: filmweb.pl

Film z 2009 roku przenosi nas do lat 90 XIX wieku. Sherlock wraz ze swym kompanem doktorem Johnem Watsonem (w tej roli świetny Jude Law) badają sprawę domniemanego zmartwychwstania lorda Blackwood.

Niesamowity dla mnie w tym jak i kolejnym filmie jest zabieg obrazujący geniusz Holmesa - prezentowanie przyszłości jaką przewiduje sobie w głowie Sherlock i jest w stanie w świecie rzeczywistym kontrolować wydarzenia tak jak mu będzie pasowało.

źródło: filmweb.pl

Świetnie zrealizowany film technicznie jak i aktorsko, z wybitną obsadą w rolach głównym. Polecam ten film jak i kolejną część w którym pojawia się największy antagonista Sherlocka - Moriarty. 

~ Szymon

sobota, 7 czerwca 2025

Jaskiniowa komedia w stylu Hollywood – Flinstonowie wchodzą na salony

 Flintstonowie(The Flintstones, reż. Brian Levant, 1994) to film, który przenosi kultową kreskówkę Hanna-Barbery na duży ekran z rozmachu godnym... epoki kamienia łupanego. W wersji aktorskiej przygody Freda, Wilmy, Barneya i Betty zyskały nie tylko żywych bohaterów, ale też scenografię i kostiumy, które z prehistorycznego świata robią prawdziwą komediową scenę retro-futurystycznego absurdu.

źródło: filmweb.pl

John Goodman w roli Freda Flintstone’a jest właściwie obsadowym strzałem w dziesiątkę – krzepki, głośny, z sercem na dłoni i zamiłowaniem do „Yabba-Dabba-Doo!”. Towarzyszy mu Rick Moranis jako Barney Rubble, wnoszący do duetu sporo sympatycznej, nieco niezdarnej energii. W tle rozgrywa się klasyczna historia o przyjaźni, rodzinie i... korporacyjnych intrygach. Bo tak, nawet w epoce kamienia są już biurowe knowania, złośliwi szefowie i kredyty do spłacenia.

Największą siłą filmu jest jego estetyka – twórcy doskonale oddali kreskówkowy klimat oryginału: domy z kamienia, dinozaury jako sprzęty AGD, samochody napędzane nogami – to wszystko działa i bawi. Efekty praktyczne, choć dziś momentami trącą myszką, wciąż mają swój urok, a filmowy Bedrock jest barwny, dziwaczny i pełen detali, które fani serialu z łatwością rozpoznają.

 

źródło: wikifandom.com

Co nie do końca się udało? Humor momentami jest zbyt toporny, a fabuła – choć prosta – miejscami się dłuży. Film balansuje między kinem familijnym a satyrą na kapitalizm, ale nie zawsze trafia w ton. Dorośli mogą poczuć lekki niedosyt, dzieci – lekkie zagubienie, ale nostalgia robi tu swoje.

,,Flintstonowie" to film, który najlepiej smakuje jako hołd dla kultowego serialu – zabawny, kolorowy i nieco naiwny. Nie jest to dzieło wiekopomne, ale zapewnia godzinkę z hakiem prehistorycznej rozrywki w stylu „vintage”. 

 ~ Magda

poniedziałek, 2 czerwca 2025

Mroczny rycerz powraca

Na początek sprostowanie, tak dzisiejszy wpis będzie o Batmanie, ale o nie tym na który tytuł by wskazywał. Dzisiaj cofniemy się do 1992 roku i drugiej części którą nakręcił Tim Burton czyli Powrót Batmana.

źródło: filmweb.pl

Sam osobiście jestem po drugiej stronie DC vs Marvel, ale Batmana jednak uwielbiam. Chociaż moim ulubionym jest Christiana Bale i cała trylogia Christophera Nolana, to do Michaela Keatona mam sentyment. Jeden z pierwszych jak nie pierwszy aktorski Batman którego widziałem w telewizji. 

Wizualnie iście Burtonowski, czuć tego reżysera od pierwszej do ostatniej sekundy tego filmu. Jego ikoniczny styl przekłada się również na charakteryzacje, która w tym filmie jest paskudnie piękna. 

źródło: filmweb.pl

Danny DeVito w roli Pingwina to postać wybitna. Praktycznie nie rozpoznawalny pod charakteryzacją, a postać sama w sobie przesiąknięta złem po sam czubek spiczastego nosa. O postaciach mówiąc nie sposób nie wspomnieć o świetnej Michelle Pfeiffer w roli kobiety kot.

Jak jesteście fanami kina Tima Burtona lub Batmana polecam nadrobić jeśli jeszcze nie oglądaliście, a jeśli już to robiliście to i tak warto obejrzeć ponownie bo to jest świetny film.

 ~Szymon

środa, 28 maja 2025

Miłość wśród milionów, czyli „Bajecznie bogaci Azjaci” z przepychem i sercem

 „Bajecznie bogaci Azjaci” (Crazy Rich Asians, reż. Jon M. Chu, 2018) to film, który z pozoru wygląda jak typowa komedia romantyczna, ale pod błyszczącą powierzchnią kryje coś więcej. To opowieść o miłości, klasowych różnicach, tożsamości kulturowej i presji rodzinnych oczekiwań, osadzona w realiach singapurskiej elity, gdzie złoto to właściwie kolor neutralny, a skromność jest podejrzana.

źródło: filmweb.pl

Fabuła skupia się na Rachel Chu (Constance Wu), amerykańskiej profesor ekonomii, która towarzyszy swojemu chłopakowi Nickowi Youngowi (Henry Golding) w podróży do Singapuru na ślub jego najlepszego przyjaciela. Szybko okazuje się, że Nick pochodzi z jednej z najbogatszych rodzin w Azji, a Rachel zostaje wrzucona w świat niewyobrażalnego luksusu i ostrej rywalizacji o miejsce przy stole Youngów.

Film zachwyca wizualnie: od spektakularnych lokalizacji i oszałamiających kostiumów po ślubne sceny rodem z bajki. Ale za tym estetycznym przepychem kryje się także zaskakująco szczera i emocjonalna historia. Konflikt między tradycją a indywidualizmem, a także między Wschodem a Zachodem, jest tu przedstawiony z empatią i wyczuciem.

Największą siłą filmu jest obsada – w pełni azjatycka, co samo w sobie było przełomem w hollywoodzkim kinie głównego nurtu. Michelle Yeoh jako dominująca matka Nicka wprowadza do filmu powagę i autentyczne napięcie, a Awkwafina w roli przyjaciółki Rachel dodaje lekkości i komediowego pazura.

źródło: filmweb.pl

Choć niektóre tropy są przewidywalne (wszak to romkom), „Bajecznie bogaci Azjaci” oferują świeżą perspektywę i rzadko spotykaną reprezentację azjatyckiej kultury, która nie jest przefiltrowana przez zachodnią egzotyzację.

To film, który jednocześnie bawi, wzrusza i daje do myślenia. Idealny na wieczór z lampką wina – i odrobiną refleksji nad tym, czym jest „bogactwo”.

Skoro film zabiera nas do świata singapurskich rezydencji, złotych sukni i wesel na poziomie królewskim, warto postawić na drink, który łączy wyrafinowanie Zachodu z subtelną słodyczą Wschodu, czyli Lychee Martini.

~Magda

poniedziałek, 26 maja 2025

Misja nie taka niemożliwa

Mission: Impossible – The Final Reckoning wreszcie w kinach. Ostatnio Magda dzieliła się z Wami wrażeniami z seansu 1 części, dzisiaj ją podsumuje Wam całą serię, a może jeszcze nie taką całą?

źródło: filmweb.pl

W porównaniu do Magdy ja każdą część widziałem w całości i to kilkukrotnie. Wiadomo 1 część jest świetna, wprowadza nas w ten świat genialnie i tak naprawdę dzięki niej zawdzięczamy wszystko co dostaliśmy potem. Jak do 2 i 3 części można mieć jeszcze zastrzeżenie to od 4 zaczynamy kino przez duże K.

Wracając jednak do najnowszej części Ethan Hunt którego gra niezastąpiony Tom Cruise przekracza kolejne granice wyobraźni. Przetrwanie w głębinach oceanu pod pokrywą lodową wyskakując z łodzi podwodnej? Pikuś. Przeskoczenie z samolotu do samolotu w trakcie lotu?? Błahostka. Ocalenie świata poraz enty??? A tu podtrzymam Was w niepewności.

źródło: filmweb.pl

Oceniając już sam film dużo się dzieję, na moje trochę za dużo. Fajnie poupychane nawiązania do poprzednich części. Bardzo dobrze pozamykana większość wątków. Jeden spory minus to zakończenie jak i cały wątek Gabriela, który nie wpasowuje się w klimaty całej serii.

Z czystym sercem mogę polecić zakończenie jak i całą serię, tylko aż żal, że to już koniec kiedy wreszcie Akademia Filmowa ogłosiła wprowadzenie kategorii dla najlepszego kaskadera w najbliższych latach. No chyba, że pojawi się kolejne zagrożenie dla całej planety, które tylko Ethan Hunt będzie w stanie powstrzymać, w kosmosie jeszcze nie był.

~Szymon

sobota, 24 maja 2025

Ohana powraca na wielki ekran – czyli dlaczego warto wrócić do animowanego ,,Lilo i Stitch"

 Wraz z premierą wyczekiwanej wersji live action klasyka Disneya, do kin powróciła fala nostalgii. „Lilo i Stitch” (2002), animacja w reżyserii Chrisa Sandersa i Deana DeBlois, po ponad dwóch dekadach znów przypomina nam, dlaczego ta historia zajmuje wyjątkowe miejsce w sercach widzów na całym świecie. Zanim jednak ocenimy nową odsłonę, warto wrócić do tego, co sprawiło, że oryginał stał się legendą.

źródło: filmweb.pl

Na pierwszy rzut oka „Lilo i Stitch” to klasyczna bajka o spotkaniu dwóch światów – małej, samotnej dziewczynki z Hawajów i zbiegłego z laboratorium, niebieskiego stworka z kosmosu. Ale pod powierzchnią zabawnych scen i barwnej animacji kryje się opowieść o samotności, inności, traumie i – przede wszystkim – rodzinie. Słynne "Ohana znaczy rodzina. A rodzina znaczy, że nikt nie zostaje porzucony ani zapomniany" to nie tylko chwytliwe hasło, ale kwintesencja filmu.

źródło: filmweb.pl

Lilo to bohaterka inna niż wszystkie disneyowskie księżniczki – ekscentryczna, emocjonalna, niepasująca do rówieśników. Jej siostra Nani to młoda kobieta zmuszona z dnia na dzień stać się rodzicem. Ich relacja jest surowa, prawdziwa i poruszająca. Stitch – pierwotnie stworzony jako maszyna zniszczenia – przechodzi przemianę nie dlatego, że ktoś go naprawia, ale dlatego, że doświadcza miłości i zrozumienia.

źródło: filmweb.pl

Animacja zachwyca ręcznie rysowanymi krajobrazami, które oddają ciepło i urok hawajskiej scenerii, a także ścieżką dźwiękową pełną przebojów Elvisa Presleya, która idealnie wpasowuje się w klimat filmu. „Lilo i Stitch” unika schematów wielu bajek – zamiast klasycznego "dobro kontra zło", dostajemy opowieść o akceptacji i drugiej szansie.

Choć wersja live action budzi ciekawość i sentyment, to właśnie oryginalna animacja pozostaje sercem całej historii. „Lilo i Stitch” to film, który udowadnia, że bajki mogą mówić o trudnych sprawach w sposób lekki, mądry i pełen czułości. Jeśli jeszcze nie znasz tej opowieści – czas to nadrobić. A jeśli znasz – wróć i daj się porwać raz jeszcze. Bo Ohana… to coś, co zostaje z nami na zawsze.

~Magda 

Zwiastun oryginalnej produkcji: 


 Zwiastun filmu live action:



 

poniedziałek, 19 maja 2025

Baba Jaga powraca w damskiej wersji?

Zbliżająca się premiera filmu Balerina skłoniła mnie do przypomnienia sobie Johna Wicka 4 czyli kolejnej części jednej z najlepszych serii akcji w historii.

źródło: filmweb.pl

Nie ma co ukrywać fabularnie czy scenariuszowo nie są to arcydzieła, ale efekty wizualne i wszystkie sceny robią robotę. Jak John Wick wpada w wir akcji to nie potrafi z niego wyjść przez pół filmu.

W przypadku 4 części mamy do czynienia dosłownie z około 45 minutową podróżą przez Paryż która jest nieustanną walką o życie tytułowego bohatera. 

źródło: filmweb.pl

Jak fanem Paryża nie jestem to finałowy pojedynek spowodował, że odwiedzenie Bazyliki Sacré-Cœur o świcie stał się jednym z moich głównych celów podróżniczych.

Już za kilka tygodni powrócimy do świata Johna Wicka, ale tym razem tylko z gościnnym udziałem Keanu Reevesa. W roli głównej zobaczymy Ana'e de Armas, która, szok i niedowierzanie, będzie dużo walczyła. Ja jaram się niesamowicie i nie mogę się doczekać aby powrócić do tego uniwersum.

~Szymon

221B Baker Street

Sherlock Holmes to jedna z moich ulubionych postaci w historii. Jako, że skupiam się tutaj na filmach to nie opiszę tutaj mojego ukochanego...