Jak już Magda wspominała jakiś czas temu do kin po 20 latach powróciła 3 część Gwiezdnych Wojen - Zemsta Sithów. Jest to film tak ikoniczny i legendarny, że pozwolę sobie nie przypominać fabuły, bo wierzę, że wszyscy dobrze ją znają, a nawet jeśli nie to koniecznie nadrobią.
Jako osoba urodzona na początku tego stulecia prequele to filmy na których się wychowałem. Od kiedy pamiętam tę trylogię uwielbiałem najbardziej i nigdy nie rozumiałem hejtu, który spadał na te filmy. Ku mej uciesze wreszcie fani zaczynają doceniać tą trylogię. Jako, że w roku premiery miałem 2 lata po prostu nie mogłem nie pójść na ten film do kina.
źródło: helios.pl Jak to bywa ze wspomnieniami i seansami za dzieciaka lepiej je zapamiętujemy niż faktycznie takie są. Od pierwszych scen niestety zauważylny jest średni poziom efektów specjalnych, tylko czy obecnie jest to ważne? Będąc fanem odbiera się te filmy już pod względem sentymentalny, większość scen w tej części fani Star Wars są wstanie wyrecytować z pamięci. Film ten przeszedł już swój etap bycia filmem, a stał się monumentem i ikoną która oddziałuje nawet na życie codzienne.
Mógłbym teraz zacząć narzekać na średnie efekty, bezsensowne zabiegi logoczystyczne czy słabe dialogi, ale nie zrobię tego bo o tym wszystkim zapomniałem w połowie filmu. W tym filmie dla mnie są dwie sceny które wbijają w fotel i czułem się wciągnięty w seans.
Pierwsza to legendarny "order 66". Ciary po prostu na całym ciele i to spotęgowane po stokroć muzykę wybitnego Johna Williamsa. Spokojnie mógłbym określić tę scenę jednym z największych twistów w historii kinematografii.
![]() |
| Order 66 źródło: filmweb.pl |
Druga to scena na Mustafar. Czy ja muszę coś więcej dodawać? Dialogi między Anakinem i Obi-wanem recytowane z pamięci, ciarki przeszły już w ciary, cała reszta filmu przestała mieć znaczenie. To jest jedna z tych scen dla których powstało kino i nawet nie zapraszam do dyskusji. Póki możecie pędzcie do kina.
~Szymon


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz